Wyprawa PZA na Dhaulagiri - 16.04.2013

16.04.2013

Minęły ponad dwa tygodnie od naszego wyjazdu z kraju i 6 dni odkąd dotarliśmy do bazy. W bazie jesteśmy już dobrze zadomowieni. Jak na razie oprócz nas znajdują się tu tylko dwie inne wyprawy. Dwuosobowa Simone La Terra i Paweł Michalski, która dzieli z nami mesę i pozwolenie oraz po sąsiedzku, początkowo czteroosobowa wyprawa francuska (obecnie licząca trzy osoby jeden z jej uczestników ze względu na problemy zdrowotne został zabrany wczoraj helikopterem z bazy). 13 kwietnia po powrocie zespołu: Natkański, Tomala, Cholewa i Sonam do bazy została odprawiona puja. Mistrzem ceremonii był Sonam, który pomaga nam w komunikacji na linii kuchnia tragarze i my, ocenia warunki pogodowe, ogólnie jest bardzo pomocny i sprawdził się również doskonale jako P.O lamy. Przez te sześć dni udało nam się w trakcie dwóch wyjść zaporęczować całość drogi do plateau. 14.04 podjęta została również próba założenia obozu pierwszego, niestety ze względu na załamanie pogody, to jest silny opad śniegu i praktycznie brak widoczności, zespół w składzie: Miotk, Żebracki, Załuski, Styś i Bielecka został zmuszony do pozostawienia depozytu na końcu plateau i powrotu do bazy, śnieg nieustannie padał przez cały dzień. Ze względu na duży opad śniegu i w związku z tym wzrost zagrożenia lawinowego, planowane na kolejny dzień to jest 15.04 wyjście i doniesienie depozytu do jedynki zostało odsunięte w czasie. 15.04 intensywne słońce w godzinach porannych spowodowało liczne lawiny. Po południu spadło trochę więcej śniegu. Najnowsza prognoza pogody wskazywała, zachmurzenie i opad śniegu 16 kwietnia i później dwa dni ładnej pogody. W związku z powyższym została podjęta decyzja o wyjściu całego składu wyprawy do „jedynki” 17 kwietnia. Dni przeczekiwania w bazie wypełniają nam różnego rodzaju sprawy organizacyjne. Ponadto niektórzy wybrali się na spacer w kierunku Przełęczy Francuzów celem obejrzenia dokładniej Dhaulagiri i drogi powyżej obozu drugiego. Została wykopana lodówka na zapasy mięsno – serowe. Był to też moment na zrobienie prania, prysznice i temu podobne historie. Przygotowaliśmy trasery do oznaczenia drogi. Kierownik odkrył istnienie sklepu dla trekkersów nieopodal naszej bazy. Popołudniami jak już wszystko jest zrobione a pogoda tradycyjnie się psuje, mamy w mesie kącik brydżowy, szachowy, czytelniczy i filmowy. Odwiedzają nas również Francuzi, z którymi wymieniamy głównie informacje dotyczące prognozy pogody, jest podejrzenie, że smakuje im nasza herbata, bo tak co drugi dzień przychodzą, kierownik uważa, że Francuzka dziwnie na niego łypie okiem – nie wiemy co to może oznaczać…


Na cel

wróć